siedemnastego maja o siódmej godzinie w m

Autor: Justyna Stasiowska, Gatunek: Dramat, Dodano: 04 marca 2011, 21:45:58, Tagi:  remiks 2011

siedemnastego maja o siódmej godzinie w m

 

Sztuka w trzech aktach

 

 

 

 

 

Motto:

 

„[…] próbka dźwiękowa działa niczym synekdocha – to centrum, punkt odniesienia dla dramaturgicznych ram życia. Nazwijmy Miksy i piosenki wytworzone przez didżeja społeczną konstrukcją pamięci.”

Paul D. Miller aka DJ Spooky

 

„A teraz idę do czuciowej,

do przepotężnej machiny

mego rozumu.”

 

Tytus Czyżewski Elektryczne wizje

 

 

 

Poświęcone matce

 

AKT PIERWSZY

 

NIBEK

 

A więc po prostu zrobimy normalną ekspozycję.

Uważajmy to wszystko za dramat, za początek dramatu.

A więc, po prostu, było to tak:

moja żona, a twoja ciotka, Anastazja, umarła.

Był to czas snów niezdrowych, co natrętnym rojem

wstęgami ciężkim dymem idzie smuga światła

Gdy jak źrenica krwawa a wiecznie drgająca,

 wstęgami ciężkim dymem idzie smuga światła

 Lampa czerwonym piętnem zda się na tle słońca,

 wonią próchna ten dom się odziewa

 modlitwami szemrzący w kątach

Dwa okna wprost. Na prawo i na lewo drzwi.

 A duch walczący z cielskiem odrętwiałym, sennym

Naśladuje te walki nocy z dniem promiennym;

   Gdy mąż piórem — kobieta miłością się nuży.

Ze sczerniałą powieką, z otwartymi usty

ścięte kwiaty uśpione w misach

Na lewo mały, trójnożny stolik

Dzień — zbierał swe narzędzia i przecierał oczy.

Między oknami garnitur mebli czerwonych, dość wytartych.

 

 

AKT PIERWSZY

 

SCENA PIERWSZA

 

NIBEK

 

/ do Anety /

 

Patrz, Aneta. Czyż to nie jest szczęście — to wszystko? Dlaczego nie mogło być tak dawniej? Dlaczego wszystko się tak strasznie popsuło

 

 

ANETA

 

No — wuju. Opowiedz, jak to było.

 

 

NIBEK

 

A więc po prostu zrobimy normalną ekspozycję. Uważajmy to wszystko za dramat, za początek dramatu, (pyka z fajki) Świetny tytoń. A więc, po prostu, było to tak: moja żona, a twoja ciotka, Anastazja, umarła. (zrywa się i wytrząsa popiół z fajki o but. Na lewe oko nie widział. Wyczuwał palcami w miejscu brwi, powieki, gałki ocznej i policzkowej kości wypukłą bulwę, w której ogień wciąż drgał, sypiąc wielobarwne iskry.) I na tym koniec! Rozumiesz? I nigdy żebyś nie śmiała więcej o to pytać. (stuka fajką o stół i wylatuje na lewo. Słychać jego krzyki) Zosia! Amelka! A tej chwili do salonu bawić starszą kuzynkę!

 

/ Z lewej strony wchodzą, jakby się wślizgują: Zosia i Amelka. Podchodzą do Anety. Amelka uderza ją w ramię./

 

 

ANETA

 

/ podskakuje przerażona i zaraz obejmuje Amelkę prawą ręką. Zosia przebiega na prawo i Aneta obejmuje ją lewą ręką. /

 

Przyjechałam zastąpić wam matkę, (z patosem)

Sercu naszemu godziło się w ciężkim

Żalu pogrążyć, a całemu państwu

Zawrzeć się w jeden fałd kiru, o tyle

Jednak rozwaga czyni gwałt naturze,

Że pomnąc o nim nie zapominamy

O sobie samych. Dlatego — z zatrutą,

Że tak powiemy, od smutku radością,

Z pogodą w jednym, a łzą w drugim oku,

Z bukietem w ręku, a jękiem na ustach,

Przyjechałam zastąpić wam matkę,

biedną waszą mamę, a moją ciocię. Będę was uczyć gry na fortepianie, o ile nie pójdziecie znowu do klasztoru.

 

AMELKA

 

mamy nikt nam nie potrzebuje zastępować, bo my tak jej nie żałujemy, a zupełnie inaczej.

 

 

ANETA

 

/ z czułością /

 

Jakże to żałujecie jej? Powiedzcie.

 

 

AMELKA

 

/ śmiejąc się z zakłopotaniem /

 

To niech już Zosia powie, bo ja nie umiem tego wyrazić.

 

 

ZOSIA

 

/ odważnie /

 

Ja w ten dzień, kiedy pochowali mamę na cmentarzu, zakopałam do grobu wszystkie moje lalki — o tam, w ogrodzie (pokazuje okna). Ona (wskazuje na Amelkę) już od roku nie bawi się lalkami. Ma już trzynaście lat. A mama to była moja największa lalka. Tatuś z nią się też bawił jak z lalką — to była nasza wspólna lalka. Małe serduszka widzą w lalkach coś żywego, coś, co je rozumie.

 

 

AMELKA

 

Wzgardzona będąc, gdy żyła pod niebem,

  Teraz jest droższa trunną i pogrzebem.

Tak się jej wierna praca zapłaciła,

  Snadź sama sobie tak umrzeć życzyła.

Niech Kleopatra nie pochlebia sobie,

  Kiedy w kształtniejszym mucha leży grobie.

 

 

ANETA

 

A czemu nie nosicie żałoby? Czemu jesteście jasno ubrane?

 

 

ZOSIA

 

Bo mama tak chciała. Zawsze to mówiła. Już od roku.

 

 

ANETA

 

/ wstając /

 

Już wiem, raczej domyślam się wszystkiego. Zostańcie tu same. Potem, jak się ściemni, opowiem wam bardzo dziwne rzeczy. Teraz muszę iść.

 

/ Wychodzi na lewo. /

 

/ Dziewczynki siadają. Amelka na kanapie, Zosia na fotelu na lewo. /

 

 

AMELKA

 

Jaka ona głupia. Hi, hi! Ona myśli, że ona nam coś dziwnego opowie. Widzę przed sobą czerwone oczy — tam, za piecem

Jakiś potwór przesuwa się tuż koło mnie. Siada ci na kolanach, Zosia. Nie boję się nic.

 

 

ZOSIA

 

Ani ja także. Wiesz co? Zabawmy się w seans.

 

 

AMELKA

 

Dobrze (wstaje i bierze stolik, ustawia go między kanapą, stołem i fotelem, na którym siedzi Zosia) Tylko bądź cierpliwa. Ściemnia się coraz więcej.

 

 

ZOSIA

 

Dobrze —

Za wiele tego już podobno. W sztuce,

Która niebawem ma być przedstawiona,

Jest jedna scena zbliżona do tego,

tylko nie zacznij bać się za wcześnie.

 

 

AMELKA

 

Nieprawda. Nie boję się niczego.

 

 

KUZYN

 

/ posuwając się cicho na środek pokoju /

 

Tylko mnie się boisz, Amelio.

 

 

AMELKA

 

/ drgnęła, ale się opanowuje /

 

I ciebie też się nie boję, mój Jeziu.

 

 

ZOSIA

 

/ do Kuzyna /

 

Siadaj z nami do seansu. Tak to dwa razy punkt o tej–że samej

Godzinie przeszło marsowymi kroki

To widmo mimo naszych posterunków.

 

 

 

KUZYN

 

Dobrze, ale pod warunkiem, że będziecie mi potem pomagać w wytrzymaniu tego wieczoru. Nie pójdziecie dziś spać tak wcześnie. Jestem szalenie opuszczony, a nie mam pieniędzy, żeby wyjechać.

Co by to w gruncie mogło znaczyć, nie wiem;

Atoli wedle kalibru i skali

Mojego sądu, jest to prognostykiem

Jakichś szczególnych wstrząśnień w naszym kraju.

 

 

AMELKA

 

Dobrze, dobrze. Siadaj.

Żadnej lampy, żadnej świécy,

W oknach zawieście całuny.

Niech księżyca jasność blada

Szczelinami tu nie wpada.

Tylko żwawo, tylko śmiało.

 

/ Kuzyn siada na fotelu tyłem do widowni, odsuwając stół trochę na prawo. Pauza. Stolik zaczyna się ruszać. /

 

CHÓR

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

 

/ Cicho, bez szelestu wchodzi lewymi drzwiami Widmo Matki i przechodzi milcząc na prawo. Stolik skacze parę razy i zatrzymuje się. /

 

AMELKA

a to jest inny głos niż ludzi głodnych płacz

 

 

KUZYN

 

Znam jaskinie, w których się ryje — ani wzdłuż, ani wszerz, ani wprost, ani w poprzek, tylko w samą Prawdę — malutki otworek, przez który Bóg usiłuje podać rękę człowiekowi.

 

 

/ Wydobywa papier i ołówek z kieszeni i zaczyna pisać, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Zatrzymuje się, namyśla się, znowu pisze itp./

 

SCENA DRUGA

 

ZOSIA

 

Teraz pijmy. Wszystko będzie tak, jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

Boję się czegoś. Nie wiem, co to jest. Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny;

 

 

 

ZOSIA

 

Nie bój się. Głupia jesteś. Mama tak kazała.

 

 

AMELKA

 

Ale co oni tu robili?

 

 

ZOSIA

 

Całowali się. Ja nigdy nikogo nie chcę całować. To jest brzydkie. Pij pierwsza. Amelka. Jesteś starsza.

Nie ma czci, nie ma wiary, nie ma prawdy,

Nie ma sumienia w ludziach; sama zmienność,

Sama przewrotność, chytrość i obłuda.

 

 

 

AMELKA

 

Nie, ty pij pierwsza. Ja chciałabym jednak wiedzieć, jak to się całują ludzie.

 

 

ZOSIA

 

/ wypiła połowę /

 

Pij. Gorzkie jest, ale dobre. Wszystko będzie jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

/ przez chwilę patrzy na butelkę i mówi /

 

E! Wszystko jedno. Mama tak kazała. Musi być tak dobrze.

Cicha matrono, w ciemnej twej karocy

Przybądź i naucz mię niemym wyrazem,

Jak się to traci i wygrywa razem

Wśród gry niewinnej dwojga serc dziewiczych;

 

 

/ Pije i stawia butelkę na stole. /

 

 

ZOSIA

 

Tak mi dobrze jest. Tak mi twardnieje szyja. Widzę jakieś potwory. Ale są dobre. Tak się o mnie ocierają.

 

 

AMELKA

 

Zosia, ja się boję. To było takie gorzkie.

 

 

ZOSIA

 

To nic. Chodź tu do mnie.

 

/ Ciągnie ją /

 

 

AMELKA

 

Tak mi dziwnie. Głowę mam jak na patyku.

 

 

ZOSIA

 

/ kładzie się i pociąga ją do siebie /

 

O tak. Połóż się i nie myśl. Zaraz wszystko będzie jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

Teraz i mnie jest dobrze. Wszystko się tak pochyla i sama nie wiem gdzie. Pocałuj mnie, Zosia, (całują się) Słyszę takie dzwoneczki w uszach. Takie malutkie, malutkie. Muszą być srebrne.

 

 

ZOSIA

 

Tak. Już się zaczyna sen. Leż spokojnie.

 

/ Zastygają bez ruchu. Wchodzi Urszula. Poprawia lampę i zaraz wychodzi. Pauza. /

 

 

KUCHARKA

 

I tak wszystko powymierało.

 

 

SCENA CZWARTA

 

/ Z prawej strony podchodzi Nibek, pod rękę z Kozdroniem. /

 

 

NIBEK

 

No, no, panie Kozdroń. Niech się pan raz uspokoi. Jesteśmy między swoimi. Zostawmy tę kwestię na boku. Czy ona jest, czy jej nie ma, czy żyje, czy umarła, czy to było złudzeniem wszystko — czy nie, w każdym razie niech pan się czuje między nami jak w rodzinie.

 

/ Klepie Kozdronia po plecach. /

 

 

KOZDROŃ

 

/ minę ma bardzo niewyraźną /

 

Ja, panie Nibek, wolałbym nie żyć niż zobaczyć coś podobnego. Słońce świeci, ładna pogoda, a mnie się zdaje, że wszystko jest pokryte jakimś czarnym puchem. Na dwa kroki przede mną unosi się jakaś czarna ścierka. Och! Żebym mógł nie myśleć!

 

 

NIBEK

 

Ależ, panie! Patrz pan: oto moje córeczki, oto kuzynek już pisze, już przy pracy od rana…

 

 

KUZYN

 

/ na wpół podnosząc się i nie przestając pisać /

 

Ja zaraz… Nie witam się z panami! Już zaraz kończę…

 

 

NIBEK

 

Nie obrażamy się. Wiemy, co to jest natchnienie. Przywitajcie się z panem, dziewczęta. Amelka, nalewaj panu kawy. Przywitajcie się z panem, dziewczęta.

 

/ Dziewczynki witają się. Amelka nalewa kawy ojcu i Kozdroniowi. Nibek i Kozdroń siadają przy stole na ławce na lewo, pod wielką lipą; Kozdroń bliżej, Nibek dalej od widowni. /

 

 

KOZDROŃ

 

/ z ulgą /

 

Ach! Zdaje mi się, że mi przechodzi. Znowu, wie pan, zaczyna się ta codzienna zwykłość. Znowu jest dobrze. wir niepokoju powstał może z przeczytanych książek zagmatwał strugę czasu spruł ją wskroś i przeżarł

szczelinę wydrążył

 

 

NIBEK

 

Ależ oczywiście. Panie — powtarzam: nawet gdyby tak było, nawet gdyby pan — rozumie pan? — tego, hm, był w stosunku do mnie nie w porządku, fakt stał się. Zabiłem ją i kwita.

 

 

KOZDROŃ

 

Na Boga, niech pan już nie mówi!

I kiedyż koniec igraszki

    Dzikiej, szaleńczej?

 

 

NIBEK

 

/ wstając gwałtownie /

 

rozmnożony cudownie na wszystkich nas

będę strzelał do siebie i marł wielokrotnie

 

i dziecko w żywej pochodni

i bombą trafiony w stallach

i powieszony podpalacz

ja czarny krzyżyk na listach

 

KOZDROŃ

 

Na Boga, niech pan już nie mówi! We łbie mi się znowu mącić zaczyna. A! A! A!

 

 

NIBEK

 

 

A z panem to trzeba tak, jak z histeryczną babą! (krzyczy) Pić kawę w tej chwili, bo ci łeb rozwalę, ty galareto! Milczeć!!! Ani słowa więcej!!! Nie myśleć nic! nie myśleć jezu nie myśleć a dobrze to utonie

w przypominaniu wizji, które się nie wyśniły (spokojniej — dziewczynki podczas tego chichocą) Musi się pan przyzwyczaić do tego, że nawet gdyby tak było, nawet — rozumie pan? — żyć pan musi normalnie. Ja pana z Kozłowic nie wypuszczę. Ja bez pana jestem jak bez ręki i bez połowy głowy: jestem półgłówkiem.

 

/ Śmieje się. Wyczuwał palcami w miejscu brwi, powieki, gałki ocznej i policzkowej kości wypukłą bulwę, w której ogień wciąż drgał, sypiąc wielobarwne iskry. /

 

 

KOZDROŃ

 

/ trzęsąc się pije kawę, rozlewając wszystko na obrus i ubranie. Je bułkę, gwałtownie wtłaczając ją sobie w gardło. Mówi z bułką w zębach /

 

Ja będę się starał, panie Nibek. (połyka z trudem) Ja będę się starał, ale przyzwyczaić się do tej myśli od razu nie mogę. (prawie z płaczem) No, nie mogę… szczelinę wydrążył wir niepokoju powstał może z przeczytanych książek szczelinę wydrążył zagmatwał strugę czasu spruł ją wskroś i przeżarł szczelinę wydrążył

 

 

KUZYN

 

/ wstając /

 

A! Moglibyście panowie zwrócić uwagę na to, że ja piszę. Od wielu miesięcy pierwszy raz. To was nic nie obchodzi.

 

/ Idzie na prawo i spotyka się z Anetą Wasiewicz, która biało ubrana, bardzo wyświeżona i ładna, idzie właśnie do stolika. Nibek po cichu zachęca Kozdronia do picia. Dziewczynki oglądają książkę. /

 

 

/ Ciż plus Aneta. /

 

 

ANETA

 

Dzień dobry.

 

 

KUZYN

 

Dzień dobry. Kuzynka wybaczy, zaraz skończę. Zacząłem pisać.

 

/ Leci na prawo, kładzie się i gorączkowo pisze i poprawia, fikając nogami. Aneta podchodzi do stołu. /

 

 

NIBEK

 

O — widzi pan, jaka śliczna jest dziś Aneta! Niech pan z nią poflirtuje trochę

 

/ Kozdroń wita się z Anetą, która następnie zbliża się do dziewczynek i całuje je w głowy, stojąc z tyłu za nimi. /

 

Anetko — kawy?

 

 

ANETA

 

Nie, wuju. Ja nie mam czasu na flirty z panem Kozdroniem, a kawę piłam w łóżku. Idziemy na lekcję. No, chodźcie, dzieci! Zostaję tu i będę was uczyć wszystkiego.

 

 

SCENA PIĄTA

 

/ Ciż bez Anety i dziewczynek. Po chwili z dworku słychać ćwiczenia na fortepianie: „Obrazki z wystawy” Modesta Musorgskiego /

/ plus Widmo. Kuzyn tak jest zajęty pisaniem, że nie widzi Widma. /

 

 

WIDMO

 

/ podchodząc do stołu /

 

Cóż to za rozkosz piekielna widzieć męża i kochanka w takiej doskonałej zgodzie. Tego nigdy nie miałam za życia.

 

/ Obaj mężczyźni zrywają się i patrzą na nią. /

 

KOZDROŃ

 

A! A! A!

 

/ Opiera się o drzewo prawą ręką. /

 

 

NIBEK

 

/ krzyczy /

 

Spokój, bo cię zastrzelę jak psa! (wydobywa rewolwer i wytrząsa nim Kozdroniowi przed nosem)Ani słowa, bo zginiesz jak mucha!

 

/ Kozdroń nadludzkim wysiłkiem opanowuje się i stoi sztywno ze skrzywioną twarzą. Kuzyn spogląda na tę scenę spode łba i szybko pisze ostatnie zdanie. Do Widma. /

 

No, Anastazjo. Może wypijesz z nami kawy, dobrej porannej kawy z bułką z masłem i miodem? A może sera? Przepyszny gliwuś udał się dziś Urszuli.

 

 

WIDMO

 

Dobrze, Dyapanazy. Wypiję z wami kawy.

 

/ Siada na miejscu dziewczynek sztywno i nieruchomo. /

 

 

NIBEK

 

A może wódki? Dawno nie piliśmy naszej świątecznej rannej wódki. Pamiętasz? To świetnie nam zrobi.

 

 

WIDMO

 

Pamiętam. Przynieś wódki. Tej wiśniówki, którą robiłam sama na wiosnę.

 

 

NIBEK

 

Doskonale.

 

/ Biegnie pędem w młodzieńczych podskokach. /

 

SCENA SZÓSTA

 

 

WIDMO

 

/ nie otwierając oczu /

 

Zobaczysz, co za okropne rzeczy stąd wynikną. Tak się cieszę, tak się cieszę.

 

 

KUZYN

 

 

Nie ma żadnych okropnych rzeczy. Znam wojnę, rewolucję, śmierć ukochanych osób i tortury. To wszystko jest głupstwo. A ja… czemuż nie jestem jak oni?  Wyjechaliśmy razem — cóż mię w pole goni? Ach, nie zabawy ścigam — uciekam od nudy; Okropną rzeczą jest tylko nuda i to, jeśli żaden wiersz do głowy nie przychodzi i jeśli przy tym chce się coś pisać, coś, o czym się jeszcze nie ma pojęcia — tak jak mnie teraz. A! To jest prawdziwa męka.

 

 

WIDMO

 

/ otwierając oczy z drgnieniem całego ciała /

 

Najgorszą rzeczą jest ból fizyczny, a szczególnie rak w wątrobie. Ocknęło się znów zimno targające wnętrzności — i cierpienie, co raz wraz jak toporem rozrąbywało głowę. W prawem biodrze ból szarpał się nieustannie, niby hak wędy żelaznej, wyrywany na zewnątrz. Co chwila ogień niepojęty, nieznany zdrowemu ciału, latał po plecach, a ciemność pełna wielobarwnych iskier oślepiała oczy. Ale nie jestem poetką. Nie znam tych waszych męczarni.

 

/ do Kozdronia /

 

Nalej mi tymczasem kawy, mój Ignacy. I przestań się tak bać. Jeżeli jestem nawet widmem, to w każdym razie różnię się od innych. Jestem widmem, które je i pije. Nawet wódkę pije, mój biedny Ignacy.

 

/ Kozdroń, który skrzywiony straszliwie stał dotąd bez ruchu, drgnął cały i jak zahipnotyzowany nalewa Widmu kawy./

 

KUZYN

 

/ do Widma /

 

A pamiętasz wtedy na wiosnę, tego roku? Pamiętasz naszą rozmowę w ogrodzie? Ja ci wszystko przypomnę. Była piąta po południu. Kwitnął bez. Czytałem ci wtedy ten wiersz. (deklamuje)

 

Szukałem, ach! szukałem tej boskiej kochanki,

Której na podsłonecznym nie bywało świecie,

Którą tylko na falach wyobraźnej pianki

Wydęło tchnienie zapału,

A żądza w swoje własne przystroiła kwiecie.

Lecz gdy w czasach tych zimnych nie ma ideału,

Przez teraźniejszość w złote odleciałem wieki,

Bujałem po zmyślonym od poetów niebie,

Goniąc i błądząc, w błędach nieznużony goniec;

Wreszcie, na próżno zbiegłszy kraj daleki,

Spadam i już się rzucam w brudne uciech rzeki:

Nim rzucę się, raz jeszcze spojrzę koło siebie!

I znalazłem ją na koniec!

Znalazłem ją blisko siebie,

Znalazłem ją!… ażebym utracił na wieki!

 

WIDMO

 

Oto jest ten poetycki autosadyzm. Ach ty, nieszczęsny hipochondryku!

 

SCENA SIÓDMA

 

/ Ciż sami plus Nibek. /

 

 

WIDMO

 

Raz się tylko umiera i raz się rodzi, niestety.

Reklama ryczy za reklamą

sygnał świeci do sygnału

z ostrych gwizdawek i kłębów pary wzlotu

znać tempo życia wciąż to samo

Gdy mówię to ja — przestaje to być banalne. (do Nibka) Daj i mnie wódki, Dyapanazy.

 

/ Nibek machinalnie spełnia jej żądanie. /

 

KOZDROŃ

 

O, Boże! Znowu zaczynam się bać.

 

 

NIBEK

 

Wiecie, że i mnie jakiś straszek obleciał. Co u diabła! Przecież jest biały dzień.

 

 

KUZYN

 

Panowie, ja się niczego nie boję, ale z sercem jest mi jakoś niewyraźnie.

 

/ Widmo patrzy na nich z drwiącym uśmiechem. /

 

 

WIDMO

 

A więc — słuchajcie: byłam chora na raka i cierpiałam straszliwie, jakkolwiek nikt z was nic o tym nie wiedział. Piłam opium szklankami i chwilami nic nie wiedziałam, co się ze mną działo. Czy czasem w jakimś takim stanie nie było czegoś między nami, kuzynie?

 

/ Spogląda na Pasiukowskiego. /

 

 

KUZYN

 

Ależ tak — na pewno. Teraz widzę to jasno. Nigdy nie mogłem tego pojąć. Czasami byłaś dla mnie wprost odpychająca, to znowu dawałaś mi ze sobą robić wszystko, co chciałem.

 

 

NIBEK

 

Nie bądźcie już zbyt bezczelni, moi drodzy. Nie wchodźcie w szczegóły w mojej obecności. Zgadzam się na tę hipotezę. Tylko co zrobić z tym, że cię zastrzeliłem jak sukę, przekonawszy się naocznie o zdradzie? Przecież to było dziesięć dni temu. Nie jestem przecie wariatem. Spałaś sobie spokojnie, a ja łupnąłem ci prosto w serce. Musisz mieć ślad od kuli. I ja głupi o tym nie pomyślałem! Chodź ze mną do domu i zaraz się przekonamy.

 

 

WIDMO

 

Och! Głupi jesteś, mój stary, więcej, niż to myślałam. Przecież widmo nie może mieć śladów na ciele, bo nie ma ciała. To jest tylko wasze wzrokowe i dotykowe złudzenie — nic więcej.

 

/ Nibek mięsza się. /

 

Głupi jesteś, Dyapanazy. Zaczynam ci się widocznie podobać na nowo i chciałbyś zostać ze mną sam na sam.

 

 

NIBEK

 

Tak. I gdy ku tobie kroczy żądz mych karawana,

Wzrok twój — cysterną, gdzie się upaja ma nuda.

Jam nie Styks, bym cię kąpać mógł dziewięciokrotnie.

 

KOZDROŃ

 

Dosyć tego, panie Nibek.

 

KUZYN

 

Czy wuj myśli, że ja bym pozwolił ruszyć się wujowi na chwilę w jej towarzystwie? Ja jeden kochałem ją naprawdę.

 

 

WIDMO

 

/ groźnie /

 

Dosyć. Ani słowa więcej. (znowu łagodnie) A więc, wracając do poprzedniego — oto moja hipoteza: zastrzeliłeś mnie śpiącą, i to w dodatku śpiącą snem opiumowym. Dlatego cały czas myślałam, że umarłam od raka. Rozumiesz, stary? Wszyscy mamy rację, wszyscy czworo, jak tu jesteśmy.

 

 

NIBEK

 

Nie — te kobiety, jak zechcą, to wszystko mogą człowiekowi wmówić, widma czy nie widma. To piekielna rzecz ta kobieca inteligencja.

 

 

WIDMO

 

No, dosyć. A teraz zawołaj tu dzieci. Dosyć tego brzdąkania. Chcę się z nimi zabawić na ogrodzie, jak dawniej.

 

 

NIBEK

 

Dobrze, Anastazjo. Byłem i jestem skończonym pantoflem. Słucham cię. (idzie ku domowi i krzyczy) Dzieci! Do ogrodu! Mama przyszła. (muzyka trwa dalej) A to przeklęte brzdąkanie: nic nie słyszą.

 

/ Wychodzi na lewo. /

 

WIDMO

 

/ które łupnęło przez ten czas kieliszek wódki /

 

No — teraz zostawcie mnie z dziećmi. Zabawimy się tak, jak dawniej.

 

 

 

AKT DRUGI

 

SCENA PIERWSZA

 

/ Przy stole, twarzami do widowni, siedzą: Zosia i Amelka: biało są ubrane i oglądają książkę z obrazkami. Właśnie Kucharka przyniosła dymiące sagany z kawą i mlekiem i przy pomocy chochli nalewa do filiżanek. /

 

 

KUCHARKA

 

Ale za siedemdziesiątym czwartym razem, zając nie doprowadził biegu do końca. W połowie drogi padł na ziemię, krew trysnęła mu z szyi i dokonał życia na miejscu.

 

 

ZOSIA

 

Proszę was, Urszulo, nie pleść tak. Bo nie ma cierpień i nie ma ohydy,

Nie ma niesławy i hańby, które by Nas pośród nieszczęść pasma nie dotknęły.

 

 

KUCHARKA

 

A jeż wygranego luidora, który leżał na kamieniu granicznym, wziął, wywołał żonę z bruzdy i oboje z wielką radością udali się do domu, a jeżeli nie pozdychali, to żyją dotąd.

 

 

ZOSIA

 

/ prawie z płaczem /

 

Niech Urszula sobie idzie. Zaraz. W tej chwili. Czy Urszula rozumie?

 

/ Kucharka pogroziwszy im palcem odchodzi. /

 

 

AMELKA

 

/ obejmując Zosię /

 

Niech Urszula da spokój. Zosia jest dziś bardzo zdenerwowana.

 

 

URSZULA

 

/ zatrzymując się /

 

I tak wszystko powymierało.

 

 

SCENA DRUGA

 

 

ZOSIA

 

Teraz pijmy. Wszystko będzie tak, jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

Boję się czegoś. Nie wiem, co to jest.

 

 

ZOSIA

 

Nie bój się. Głupia jesteś. Mama tak kazała.

Podczas tej sceny sama się nie zdradzi,

Ów niby zacny duch był potępieńcem,

A moje myśli tak czarne jak sadza

W kuźni Wulkana. Nie spuszczaj go z oczu,

Ja mój wzrok także pilnie w twarz mu wryję,

A potem zlejem nasze spostrzeżenia

W stanowczą formę wniosku.

 

AMELKA

 

Ale co oni tu robili?

 

 

ZOSIA

 

Całowali się. Ja nigdy nikogo nie chcę całować. To jest brzydkie. Pij pierwsza. Amelka. Jesteś starsza.

 

 

AMELKA

 

Nie, ty pij pierwsza. Ja chciałabym jednak wiedzieć, jak to się całują ludzie.

 

 

ZOSIA

 

/ wypiła połowę /

 

Pij. Gorzkie jest, ale dobre. Wszystko będzie jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

/ przez chwilę patrzy na butelkę i mówi /

 

oczy patrzcie senna topiel szyby w siwym dreszczu

 

/ Pije i stawia butelkę na stole. /

 

    życie jest snem krótkim

mówi głos z prawej strony

    życie snem krótkim

wtóruje ze smutkiem

głos lewy przyciszony

    życie snem krótkim

to trzeci nieodgadniony

 

 

ZOSIA

 

Tak mi dobrze jest. nie myśleć jezu nie myśleć

a dobrze to utonie

 

 

AMELKA

 

Zosia, ja się boję. To było takie gorzkie.

 

 

ZOSIA

 

To nic. Chodź tu do mnie

 

 

AMELKA

 

Tak mi dziwnie. Chwilami błyska, zwiększa się, rośnie na jawie.

 

 

ZOSIA

 

 

O tak. Połóż się i nie myśl. Zaraz wszystko będzie jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

Teraz i mnie jest dobrze. wyłamują się z placów odchodzą zawile kręto

zwieszając głowy pielgrzymie stąpa i latarń łańcuch

i szyny idą drżące kół tramwajowych tętentem

Wszystko się tak pochyla i sama nie wiem gdzie. Pocałuj mnie, Zosia, (całują się) Słyszę takie dzwoneczki w uszach. Takie malutkie, malutkie. Muszą być srebrne.

 

 

ZOSIA

 

Tak. Już się zaczyna sen. Leż spokojnie.

 

/ Zastygają bez ruchu na łóżku. Wchodzi Urszula. Poprawia lampę i zaraz wychodzi. Pauza. /

 

 

 

URSZULA

 

/ zatrzymując się /

 

I tak wszystko powymierało.

 

 

SCENA CZWARTA

 

/ Z prawej strony podchodzi Nibek, pod rękę z Kozdroniem. /

 

 

NIBEK

 

Iż wszystko chce ją kochać; śliczne ciało,

Rzucała w uścisk tkaniny jedwabnej,

Nagie, drgające, lub w bielizny puchy,

A wszystkie żywe czy wolne jej ruchy,

Miały wdzięk małpki dziecięco-powabnej.

 

/ Klepie Kozdronia po plecach. /

 

 

KOZDROŃ

 

/ minę ma bardzo niewyraźną /

 

Słońce świeci, ładna pogoda, a mnie się zdaje, że wszystko jest pokryte jakimś czarnym puchem. Na dwa kroki przede mną unosi się jakaś czarna ścierka. Och! Żebym mógł nie myśleć!

 

 

NIBEK

 

O Boże! ja bym mógł być zamknięty w łupinie orzecha i jeszcze bym się sądził panem niezmierzonej przestrzeni, gdybym tylko złych snów nie miewał.

 

 

KUZYN

 

/ na wpół podnosząc się i nie przestając pisać /

 

Ja zaraz… Nie witam się z panami! Już zaraz kończę…

 

 

NIBEK

 

Nie obrażamy się. Wiemy, co to jest natchnienie. Przywitajcie się z panem, dziewczęta. Amelka, nalewaj panu kawy. Przywitajcie się z panem, dziewczęta.

 

/ Dziewczynki witają się. Amelka nalewa kawy ojcu i Kozdroniowi. Nibek i Kozdroń siadają przy stole; Kozdroń bliżej, Nibek dalej od widowni. /

 

 

KOZDROŃ

 

/ z ulgą /

 

Ach! Zdaje mi się, że mi przechodzi. Znowu, wie pan, zaczyna się ta codzienna zwykłość. Znowu jest dobrze. wir niepokoju powstał może z przeczytanych książek zagmatwał strugę czasu spruł ją wskroś i przeżarł

szczelinę wydrążył

 

 

 

NIBEK

 

Ależ oczywiście. Panie — powtarzam: nawet gdyby tak było, nawet gdyby pan — rozumie pan? — tego, hm, był w stosunku do mnie nie w porządku, fakt stał się. Zabiłem ją i kwita.

 

 

KOZDROŃ

 

Na Boga, niech pan już nie mówi!

I kiedyż koniec igraszki

    Dzikiej, szaleńczej?

 

NIBEK

 

/ wstając gwałtownie /

 

 

rozmnożony cudownie na wszystkich nas

będę strzelał do siebie i marł wielokrotnie

 

i dziecko w żywej pochodni

i bombą trafiony w stallach

i powieszony podpalacz

ja czarny krzyżyk na listach

 

KOZDROŃ

 

Na Boga, niech pan już nie mówi! We łbie mi się znowu mącić zaczyna. A! A! A!

 

ZOSIA

 

A to jest śliczne! To tak jak we śnie. Ja bym chciała, żeby ciągle tak było.

 

NIBEK

 

 

A z panem to trzeba tak, jak z histeryczną babą! (krzyczy) Pić kawę w tej chwili, bo ci łeb rozwalę, ty galareto! Milczeć!!! Ani słowa więcej!!! Nie myśleć nic! nie myśleć jezu nie myśleć a dobrze to utonie

w przypominaniu wizji, które się nie wyśniły (spokojniej — dziewczynki podczas tego chichocą) Musi się pan przyzwyczaić do tego, że nawet gdyby tak było, nawet — rozumie pan? — żyć pan musi normalnie. Ja pana z Kozłowic nie wypuszczę. Ja bez pana jestem jak bez ręki i bez połowy głowy: jestem półgłówkiem.

 

/ Śmieje się. Wyczuwał palcami w miejscu brwi, powieki, gałki ocznej i policzkowej kości wypukłą bulwę, w której ogień wciąż drgał, sypiąc wielobarwne iskry. /

 

 

KOZDROŃ

 

/ trzęsąc się pije kawę, rozlewając wszystko na obrus i ubranie. Je bułkę, gwałtownie wtłaczając ją sobie w gardło. Mówi z bułką w zębach /

 

Ja będę się starał, panie Nibek. (połyka z trudem) Ja będę się starał, ale przyzwyczaić się do tej myśli od razu nie mogę. (prawie z płaczem) No, nie mogę… szczelinę wydrążył wir niepokoju powstał może z przeczytanych książek szczelinę wydrążył zagmatwał strugę czasu spruł ją wskroś i przeżarł szczelinę wydrążył

 

 

KUZYN

 

/ wstając /

 

A! Moglibyście panowie zwrócić uwagę na to, że ja piszę. Od wielu miesięcy pierwszy raz. To was nic nie obchodzi.

 

/ Idzie na prawo i spotyka się z Anetą Wasiewicz, która biało ubrana, bardzo wyświeżona i ładna, idzie właśnie do stolika. Nibek po cichu zachęca Kozdronia do picia. Dziewczynki oglądają książkę. /

 

 

/ Ciż plus Aneta. /

 

 

ANETA

 

Dzień dobry.

 

 

KUZYN

 

Dzień dobry. Kuzynka wybaczy, zaraz skończę. Zacząłem pisać.

 

/ Leci na prawo, kładzie się na łączce i gorączkowo pisze i poprawia, fikając nogami. Aneta podchodzi do stołu. /

 

 

NIBEK

 

O

 

/ Kozdroń wita się z Anetą, która następnie zbliża się do dziewczynek i całuje je w głowy, stojąc z tyłu za nimi. /

 

 

ANETA

 

No, chodźcie, dzieci!

 

 

SCENA PIĄTA

 

/ Ciż bez Anety i dziewczynek. Po chwili z dworku słychać ćwiczenia na fortepianie: „Obrazki z wystawy” Modesta Musorgskiego /

/ plus Widmo. Kuzyn tak jest zajęty pisaniem, że nie widzi Widma. /

 

 

WIDMO

 

/ podchodząc do stołu /

 

Cóż to za rozkosz piekielna widzieć męża i kochanka w takiej doskonałej zgodzie. Tego nigdy nie miałam za życia.

 

/ Kozdroń obraca się i spostrzega Widmo do połowy oświetlone silnie, a od góry tonące w zielonym półmroku abażuru. Stoi jak martwy tyłem do widowni, nie mogąc słowa przemówić. /

 

KOZDROŃ

 

A! A! A!

 

/ Opiera się o drzewo prawą ręką. /

 

 

WIDMO

 

Nie wyprzesz się mnie, Ignacy. Byłam i jestem twoja, jakkolwiek… Lecz tamci dwaj ucichli, ostygli i stali się równie ohydni, jak zagon skrwawionem okryty ścierniem.

 

 

NIBEK

 

Ha! ha! ha! Teraz dopiero się zaczyna. Zobaczymy, kto kogo przesili.

 

KOZDROŃ

 

A! A! A!

 

 

NIBEK

 

/ krzyczy /

 

Spokój, bo cię zastrzelę jak psa! (wydobywa rewolwer i wytrząsa nim Kozdroniowi przed nosem)Ani słowa, bo zginiesz jak mucha! Gdybym to mógł zamącić

już bym był górą

 

/ Kozdroń nadludzkim wysiłkiem opanowuje się i stoi sztywno ze skrzywioną twarzą. Kuzyn spogląda na tę scenę spode łba i szybko pisze ostatnie zdanie. Do Widma. /

 

No, Anastazjo. Dawno nie piliśmy naszej świątecznej rannej wódki. Pamiętasz? To świetnie nam zrobi.

 

 

WIDMO

 

Pamiętam. Przynieś wódki. Tej wiśniówki, którą robiłam sama na wiosnę.

 

NIBEK

 

Doskonale.

 

/ Biegnie /

 

SCENA SZÓSTA

 

 

WIDMO

 

/ nie otwierając oczu /

 

Zobaczysz, co za okropne rzeczy stąd wynikną. Tak się cieszę, tak się cieszę.

 

 

KUZYN

 

/ niecierpliwie chodząc po pokoju /

 

Nie ma żadnych okropnych rzeczy. Znam wojnę, rewolucję, śmierć ukochanych osób i tortury. To wszystko jest głupstwo. Okropną rzeczą jest tylko nuda.

 

WIDMO

 

Siostrzeńcze, uspokój się. Pomówmy o tym wszystkim na zimno. Obetrzyj sobie oczy. Wszystko było tak dobrze i tak się wszystko popsuło.

 

/ do Kozdronia /

 

Nalej mi tymczasem kawy, mój Ignacy. I przestań się tak bać.

 

 

/ Kozdroń, który skrzywiony straszliwie stał dotąd bez ruchu, drgnął cały i jak zahipnotyzowany nalewa Widmu kawy. Słońce znowu oświetla krajobraz. Kuzyn rzuca papier i ołówek, wywala się na wznak na trawę i tak pozostaje, z rękami założonymi pod głowę, wpatrzony w błękit nieba. /

 

 

 

/ Wchodzi Kucharka. /

 

 

KUCHARKA

 

I tak wszystko powymierało.

 

 

KUZYN

 

/ do Widma /

 

Pamiętasz naszą rozmowę w ogrodzie? Ja ci wszystko przypomnę. Była piąta po południu. Czytałem ci wtedy ten wiersz. (deklamuje)

 

Lubię tych nagich epok bawić się wspomnieniem,

Których posągi Febus złocił swym promieniem.

 

Wówczas mąż i niewiasta, w pełnym sił rozwoju,

Pili rozkosz bez kłamstwa i bez niepokoju,

A niebo, podniecając ich mlecz pacierzowy,

Wzmacniało tylko zdrowie szlachetnej budowy.

I wy, niewiasty biedne, blade jak gromnice,

Które rozpusta żywi i żre; — wy, dziewice,

Dziedziczące występków matek smutne piętno,

I ohydę płodności, w zużytych tak wstrętną!

 

Mamy wprawdzie my, ludy w zepsuciu chowane,

Piękności starożytnym narodom nieznane:

Twarze, strawione rakiem, który serca toczy,

Rzekłbyś, chorobliwości jakiś wdzięk uroczy;

Lecz wymysły, stworzone przez Muzę późniejszą

Nigdy w schorzałych rasach podziwu nie zmniejszą,

Jakiego młodość ludzka jest przedmiotem godnym:

Święta, pełna prostoty, o czole pogodnym,

Młodość z okiem przejrzystym, jak wodne kryształy,

Co nie troszczy się o nic, tylko na świat cały

Zlewa jak niebo — błękit, jak ptak śpiew, woń — kwiaty,

Swoje ciepło serdeczne, pieśni, aromaty.

 

 

/ Robi się coraz ciemniej. /

 

WIDMO

 

Tak. Pamiętam ten wiersz. Na tym się wszystko skończyło. Mogło być coś — temu nie przeczę — ale nic nie było.

 

 

KUZYN

 

/ z wściekłością /

 

Nie na tym! Nie na tym! Wszystko się od tego zaczęło: moje szczęście i moja nieludzka męczarnia. Męczyłem się strasznie, ale pisałem wiersze jak maszyna.

 

URSZULA

 

 

O! Już ja wiem, jako nerwy w człowieku luktują. Oj, te nerwy, te nerwy. Ale to u starych, a nie u takiego ciamkacza.

 

/ Kucharka pogroziwszy im palcem odchodzi. /

 

 

SCENA ÓSMA

 

/ Ciż sami plus Nibek. /

 

WIDMO

 

o śmierci nic już nie wiem

 

o czarne okna i powieki

trzepoce motylami

pachnie sośniną modrzewiem

dotyka co noc snami

zza cichej rzeki

gdzie mgła noga za nogą

wlecze się w ciemny zakąt

 

trzyma w skrzynce niebieskawy akord

skrzynki otworzyć nie mogąc

 

Gdy mówię to ja — przestaje to być banalne. (do Nibka) Daj i mnie wódki, Dyapanazy.

 

/ Nibek machinalnie spełnia jej żądanie. /

 

KOZDROŃ

 

Muzyka nerwująca, a pełna tęsknicy,

Jak echo dalekiego cierpień ludzkich jęku,

 

Flaszo głęboka! wartoż to wszystko twej treści?

Ostrych balsamów, jakie łono twoje mieści,

I hojnie spragnionemu poecie użycza?

O, Boże! Znowu zaczynam się bać.

 

 

NIBEK

 

Sądziłem, że mógłbyś swych krzywych nóg używać do czegoś lepszego.

 

KUZYN

 

A! A! A!

 

/ Widmo patrzy na nich z drwiącym uśmiechem. /

 

 

WIDMO

 

A więc — słuchajcie: byłam chora na raka i cierpiałam straszliwie, jakkolwiek nikt z was nic o tym nie wiedział. Piłam opium szklankami i chwilami nic nie wiedziałam, co się ze mną działo. Czy czasem w jakimś takim stanie nie było czegoś między nami, kuzynie? Małe serduszka widzą w lalkach coś żywego, coś, co je rozumie.

 

 

/ Spogląda na Pasiukowskiego. /

 

 

KUZYN

 

Ależ tak — na pewno. Teraz widzę to jasno. Nigdy nie mogłem tego pojąć.

 

 

NIBEK

 

Tylko co zrobić z tym, że cię zastrzeliłem jak sukę, przekonawszy się naocznie o zdradzie? Prawdziwą musi być, mój drogi, bo inaczej nie mógłbym wam jej powtarzać.

 

WIDMO

 

Cóż to za brutalstwo było z jego strony, żeby tak kapitalne cielę tam zabijać!

 

NIBEK

 

Bez nienawiści i bezgniewny,

Jak rzeźnik będę niósł ci razy,

Jak Mojżesz, gdy bił w skalne głazy!

 

/ Nibek zakrywa twarz rękami./

 

WIDMO

Oto jest ten poetycki autosadyzm. Och! Głupi jesteś, mój stary, więcej, niż to myślałam.

 

KOZDROŃ

 

Dosyć tego, panie Nibek.

 

KUZYN

 

nieszczęsny grafomanie

wiadomo że nie ma prawieczystej jedni no i duchów

w niezliczone dla oka strony

 

WIDMO

 

/ groźnie /

 

Dosyć. (znowu łagodnie) zastrzeliłeś mnie śpiącą

 

 

NIBEK

 

Widzisz, Jeziu: ona mówi, że widma nie kłamią nigdy, i ja jej wierzę.

 

KUZYN

 

Dla mnie to jest wprost potworne, (z ironią) Może wtedy byłaś widmem, kuzynko, a teraz jesteś żyjącą? Może i to nam zechcesz wmówić?

 

WIDMO

 

Nie mogę w przedmiocie tym nic powiedzieć. Nie mam swojego zdania.

Już nie mówmy o tym. A teraz zawołaj tu dzieci. Dosyć tego brzdąkania.

 

NIBEK

 

Dzieci! Do ogrodu! Mama przyszła. (muzyka trwa dalej) dlaczegóżby wszystko co jest

nie mogło się zmienić wraz z nami

 

/ Wychodzi na lewo. /

 

SCENA DZIEWIĄTA

 

WIDMO

 

/ które łupnęło przez ten czas kieliszek wódki /

 

Zabawimy się tak, jak dawniej.

 

 

DZIEWCZYNKI

 

Tak, mamo. Bawmy się teraz.

 

AMELKA

 

/ wstając /

 

Nie chciałyśmy ci tego przypominać, mamo, żeś się z nami nie pożegnała.

 

 

ZOSIA

 

/ wstając /

 

Ja taka byłam zmartwiona. Myślałam, żeś o nas całkiem zapomniała.

 

 

WIDMO

 

/ podchodzi do nich i całuje je w głowy, podczas gdy one całują ją w rękę /

 

Jakże mogłyście tak myśleć?

 

 

AMELKA

 

Zostań na kolację, mamo. Pan Kozdroń tak się zabawnie ciebie boi.

 

 

ZOSIA

 

Zostań, mamo. Będziemy się tak cudownie bawić.

 

 

WIDMO

 

Nie, dzieci. Jestem zmęczona. Na zabawę przyjdę do was jutro rano.

 

AKT TRZECI

 

 

SCENA PIERWSZA

 

/ Widmo i dziewczynki. /

 

 

AMELKA

 

Mamo, a co ty robisz, jak nie jesteś tu z nami?

 

 

ZOSIA

 

Bądź grzeczna, Amelka. Nie pytaj o takie rzeczy.

 

 

WIDMO

 

Tak. Zosia ma rację. A teraz słuchajcie: jeśli chcecie, żeby wszystko było ładne, jeśli chcecie, aby było tak jak we śnie, to zróbcie tak: jak się zacznie ściemniać, pójdziecie do spiżarni. Klucz da wam Urszula. Już z nią o tym mówiłam. Tam na półce środkowej na prawo jest kluczyk. Tym kluczykiem otworzycie moją apteczkę, tę szafkę na lewo. Na górnej półce stoi flaszka z brązowym płynem. Weźmiecie ją, pójdziecie do swego pokoju i wypijecie ją po połowie. Tylko żeby jedna drugiej nie skrzywdziła: każda równo połowę. Dobrze? Ja nie mogę tego zrobić, bo jestem widmo. Ale to zrozumiecie później.

 

 

ZOSIA

 

/ tuląc się do Widma /

 

Dobrze, mamo. Dziękuję ci bardzo, że nam na coś takiego pozwalasz. Mówią, że nieraz ludzie bliscy śmierci

Miewali chwile wesołe; ich stróże

Zwą to ostatnim przedśmiertnym wybłyskiem;

Coś podobnego i u mnie się zdarza?

 

 

AMELKA

 

/ również tuląc się do Widma /

 

I ja też. Tak bardzo ci dziękuję, mamo. Ale czemu samo nie możesz nam tego dać? Wczoraj nosiłaś przecie pana Kozdronia.

 

 

WIDMO

 

To było co innego. od szumu i wieczoru ciemnieją ustronia

w rozbitym dzbanku spleśniała śmierć maków. Już nie mówmy o tym. No, dobrze? A teraz chodźcie się pobawić tak, jak dawniej. No — gońcie mnie, a ja będę uciekać!

 

/ Biegnie lekkimi susami na lewo za drzewa. Dziewczynki biegną za nią śmiejąc się. /

 

SCENA DRUGA

 

AMELKA

 

/ smutnie /

 

Jutro wracamy do klasztoru, Zosia. Taka szkoda rozstawać się z tym wszystkim!

 

 

ZOSIA

 

Mam jakieś takie dziwne myśli, że się z tym nigdy nie rozstaniemy; że nie pójdziemy już do klasztoru. Teraz pijmy. Wszystko będzie tak, jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

Nie wiem, co to jest.

 

 

ZOSIA

 

Głupia jesteś.

 

 

AMELKA

 

Ale co oni tu robili?

 

 

ZOSIA

 

Całowali się. To jest brzydkie. Pij.

 

AMELKA

 

Nie, ty pij. Ja chciałabym jednak wiedzieć, jak to się całują ludzie.

 

 

ZOSIA

 

/ wypiła połowę /

 

Pij. Gorzkie jest, ale dobre. Wszystko będzie jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

/ przez chwilę patrzy na butelkę i mówi /

 

E! Wszystko jedno. Mama tak kazała. Musi być tak dobrze.

 

/ Pije i stawia butelkę na stole. /

 

 

ZOSIA

 

Tak mi dobrze jest. Tak mi twardnieje szyja. Widzę jakieś potwory. Ale są dobre. Tak się o mnie ocierają.

 

 

AMELKA

 

Zosia, ja się boję. To było takie gorzkie.

 

 

ZOSIA

 

To nic. Chodź tu do mnie, na moje łóżko.

 

/ Ciągnie ją na lewe łóżko. /

 

 

AMELKA

 

Tak mi dziwnie. Głowę mam jak na patyku.

 

 

ZOSIA

 

/ kładzie się i pociąga ją do siebie /

 

O tak. Połóż się i nie myśl. Zaraz wszystko będzie jak we śnie.

 

 

AMELKA

 

Teraz i mnie jest dobrze. Wszystko się tak pochyla i sama nie wiem gdzie. Pocałuj mnie, Zosia, (całują się) Słyszę takie dzwoneczki w uszach. Takie malutkie, malutkie. Muszą być srebrne.

 

 

ZOSIA

 

Tak. Już się zaczyna sen. Leż spokojnie.

 

/ Zastygają bez ruchu na łóżku. Wchodzi Urszula. Poprawia lampę i zaraz wychodzi. Pauza. /

 

SCENA CZWARTA

 

SCENA CZWARTA

 

SCENA CZWARTA

 

/ Z prawej strony podchodzi Nibek, pod rękę z Kozdroniem. /

 

 

NIBEK

 

No, no. Jesteśmy. Czy jest, czy nie ma, czy żyje, czy umarła, czy — czy nie, pan się czuje między nami.

 

/ Klepie Kozdronia po plecach. /

 

 

KOZDROŃ

 

/ minę ma bardzo niewyraźną /

 

wolałbym nie żyć niż zobaczyć coś podobnego. Słońce świeci, ładna pogoda, wszystko czarnym puchem. czarna ścierka.

 

 

NIBEK

 

Patrz pan: oto moje córeczki, oto kuzynek już pisze, już przy pracy

 

 

KUZYN

 

/ na wpół podnosząc się i nie przestając pisać /

 

Ja

 

 

NIBEK

 

Wiemy.

 

 

KOZDROŃ

 

Ach!

 

NIBEK

 

oczywiście. Panie — powtarzam: nawet gdyby tak było, nawet gdyby pan — rozumie pan? — fakt stał się. Panie — powtarzam: nawet gdyby tak było, nawet gdyby pan — rozumie pan? — fakt stał się. Panie — powtarzam: nawet gdyby tak było, nawet gdyby pan — rozumie pan? — fakt stał się.

 

 

KOZDROŃ

 

niech pan już nie mówi!

 

NIBEK

 

/ wstając gwałtownie /

 

 

rozmnożony cudownie na wszystkich nas

 

KOZDROŃ

 

We łbie mi się znowu mącić zaczyna.

NIBEK

 

/ wstając gwałtownie /

 

rozmnożony

 

KOZDROŃ

 

A! A! A!

 

 

NIBEK

 

Nie myśleć nic! jestem jak bez ręki i bez połowy głowy: jestem półgłówkiem.

 

/ Śmieje się. Wyczuwał palcami/

 

 

KOZDROŃ

 

Ja będę się starał Ja będę się starał

 

KUZYN

 

/ wstając /

 

A!

 

/ Idzie na prawo/

 

SCENA PIĄTA

 

/ słychać ćwiczenia na fortepianie: „Obrazki z wystawy” Modesta Musorgskiego plus Widmo. Kuzyn nie widzi Widma. /

 

 

WIDMO

 

/ podchodząc do stołu /

 

rozkosz

/ Obaj mężczyźni zrywają się i patrzą na nią. /

 

KOZDROŃ

 

A! A! A!

 

 

NIBEK

 

/ krzyczy /

 

Spokój, bo cię zastrzelę jak psa! (wydobywa rewolwer i wytrząsa nim Kozdroniowi przed nosem)Ani słowa, bo zginiesz jak mucha!

 

/ Kozdroń stoi sztywno ze skrzywioną twarzą. Kuzyn spogląda. Do Widma./

 

No,

 

WIDMO

 

Dobrze

/ Siada. /

 

 

NIBEK

 

Pamiętasz? To świetnie nam zrobi.

 

 

WIDMO

 

Pamiętam.

 

NIBEK

 

Doskonale.

 

 

SCENA SZÓSTA

 

 

WIDMO

 

/ nie otwierając oczu /

 

Tak się cieszę, tak się cieszę.

 

 

KUZYN

 

/ niecierpliwie chodząc po pokoju /

 

Nie ma żadnych okropnych rzeczy.

 

KOZDROŃ

 

A! A! A!

 

WIDMO

 

/ otwierając oczy z drgnieniem całego ciała /

 

rak w wątrobie.

 

/ do Kozdronia /

 

przestań się tak bać. Jeżeli jestem. Jestem widmem. Nawet wódkę pije, mój biedny Ignacy.

 

/ Kozdroń drgnął cały i jak zahipnotyzowany nalewa Widmu /

 

KUZYN

 

/ do Widma /

 

A pamiętasz? Pamiętasz? Ja ci wszystko przypomnę

 

WIDMO

 

Oto jest ten. Ach ty!

 

SCENA SIÓDMA

 

siedemnastego maja o siódmej godzinie

 

czas

wieczność czasu

szare wąwozy czasu

czas

 

SCENA ÓSMA

 

WIDMO

 

mówię to ja — przestaje to być banalne.

 

/ machinalnie jej żądanie. /

 

KOZDROŃ

 

bać

 

 

NIBEK

 

biały dzień.

 

 

KUZYN

 

niewyraźnie.

 

/ Widmo patrzy na nich z drwiącym uśmiechem. /

 

 

WIDMO

 

raka.opium szklankami, co się ze mną działo. takim stanie między nami, kuzynie?

 

/ na Pasiukowskiego. /

 

 

KUZYN

 

Teraz widzę to jasno odpychająca, to znowu mi ze sobą robić wszystko, co chciałem.

 

 

NIBEK

 

zastrzeliłem jak sukę dziesięć dni temu. Nie jestem łupnąłem ci prosto w serce. mieć ślad od kuli. się przekonamy.

 

 

WIDMO

 

ze mną sam na sam.

 

/ Nibek mięsza się. /

 

śladów na ciele, bo nie ma ciała. złudzenie — nic więcej.

 

 

NIBEK

 

Tak.

 

KOZDROŃ

 

tego.

 

KUZYN

Ja jeden czas ją naprawdę.

 

 

WIDMO

Rozumiesz, stary? Wszyscy mamy rację, wszyscy czworo, jak tu jesteśmy.

 

 

NIBEK

To piekielna rzecz ta kobieca inteligencja.

 

 

WIDMO

 

Chcę jak dawniej.

 

 

NIBEK

 

Dzieci! nic nie słyszą.

 

/  lewo. /

 

WIDMO

 

/ czas kieliszek wódki /

 

Zabawimy się tak, Zabawimy się tak Zabawimy się tak

 

/ Wchodzi Kucharka. /

 

 

KUCHARKA

 

I tak wszystko powymierało.

 

/ Kucharka pogroziwszy im palcem. /

 

I tak wszystko powymierało.

I tak wszystko powymierało.

I tak wszystko powymierało.

 

 

/ Nibek i Kozdroń klękają przy łóżku z trupami. /

 

 

NIBEK

 

/ do Anety /

 

Patrz, Aneta. Czyż to nie jest szczęście — to wszystko? Dlaczego nie mogło być tak dawniej? Dlaczego wszystko się tak strasznie popsuło

 

/ nagle uspokaja się i wstaje /

 

Już wiem. Wszystko skończone. Ale dla mnie wszystko skończone.

 

/ Kozdroń klęczy dalej i modli się. /

 

 

KUZYN

 

Ależ, wuju…

 

/ Aneta go wstrzymuje. Nibek wychodzi na lewo. /

 

 

ANETA

 

Daj mu spokój. Naprawdę dla niego wszystko się skończyło.

 

/ Na prawo słychać wystrzał. /

 

KUCHARKA

 

Głos daję; powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz, powiedz mu to i opowiedz,

Co poprzedziło

 

/ Kurtyna /

 

--------

 

Remixsowane z:

 

- Józef Czechowicz: „Zdrada”, „Zaułek”, „Zapowiedź”, „Żal”, „W pejzażu”, „W kolorowej nocy”, „świat”, „Ampułki”, „Ballada z tamtej strony”, „W boju”, „Wąwozy czasu”, „Ta chwila”, http://www.wolnelektury.pl/

 

- Charles Baudelaire, „Ciemności”, „Ramy”, „Życie poprzednie”, „Zmrok poranny”, „Wino samotnika”, „Lubię tych nagich epok bawić się wspomnieniem…”, „Amor i czaszka”, tłum. Adam [Zofia Trzeszczkowska] M-ski, „Sed non satiata”,  tłum. Antoni Lange,  http://www.wolnelektury.pl/

 

- Jacob i Wilhelm Grimm „Zając i jeż”, „Dziewczynka i lalka”, „Śmierć kurki”, tłum. Bolesław Londyński

http://www.wolnelektury.pl/

 

 

- Jan Andrzej Morsztyn, „Pszczoła w bursztynie”

 

- William Shakesp

Komentarze (3)

  • Dlaczego nie wymieniła Autorka "W małym dworku" Witkacego?

  • to jest za dużo, this is Internet.

  • Nie wiem jak to się stało ale na stronie nie wyświetliła się cała bibliografia użytych tekstów. Muszę chyba umieścić ją tu. Nie zauważyłam, że ucięło ją w połowie

    Remixsowane z:

    - Józef Czechowicz: „Zdrada”, „Zaułek”, „Zapowiedź”, „Żal”, „W pejzażu”, „W kolorowej nocy”, „świat”, „Ampułki”, „Ballada z tamtej strony”, „W boju”, „Wąwozy czasu”, „Ta chwila”, http://www.wolnelektury.pl/

    - Charles Baudelaire, „Ciemności”, „Ramy”, „Życie poprzednie”, „Zmrok poranny”, „Wino samotnika”, „Lubię tych nagich epok bawić się wspomnieniem…”, „Amor i czaszka”, tłum. Adam [Zofia Trzeszczkowska] M-ski, „Sed non satiata”, tłum. Antoni Lange, http://www.wolnelektury.pl/

    - Jacob i Wilhelm Grimm „Zając i jeż”, „Dziewczynka i lalka”, „Śmierć kurki”, tłum. Bolesław Londyński
    http://www.wolnelektury.pl/


    - Jan Andrzej Morsztyn, „Pszczoła w bursztynie”

    - William Shakespeare, „Hamlet” i „Romeo i Julia”, tłum. Józef Paszkowski, http://www.wolnelektury.pl/

    - Sofokles, „Antygona” tłum. Kazimierz Morawski, http://www.wolnelektury.pl/

    - Stanisław Witkiewicz, „W małym dworku”, http://www.wolnelektury.pl/

    - Stefan Żeromski, „Wierna rzeka”, http://www.wolnelektury.pl/

    Utwóry nie są chronione prawem autorskim i znajdują się w domenie publicznej, co oznacza że możesz je swobodnie wykorzystywać, publikować i rozpowszechniać.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się